Opinie o filmach
Cytat z Mierzwiak data 4 września, 2025, 17:51Nie chce mi się tu przeklejać tego co piszę na filmwebie, więc podsumowując krótko z ostatniego czasu:
Już zawsze będę żałować, że odpuściłem w kinie fenomenalnego, porywającego i totalnie niespodziewanie poruszającego Better Mana.
Reżysera The Last Stop in Yuma County koniecznie dodaję do obserwowanych i modlić się, by nie pożarł go Netflix albo inny Marvel.
W Together zobaczyłem kolejny po Substancji udany powrót body horroru (wpleciony w dobrą, fajnie zagraną historię) i tylko nie wiem kiedy znów dam radę słuchać jednej z moich ulubionych piosenek Spice Girls; myślę że ten film mógł ją na dobre zepsuć.
The Town przypomniało mi, jak dobrym reżyserem jest Affleck. Kiedy Ben też sobie o tym przypomni?
Podwójna rola Hardy'ego w Legend to jedyna dobra rzecz w tym filmie. No, dwie.
Ponownie dałem się zahipnotyzować niezwykłej atmosferze Ex Machiny, oczarować miejscami niesamowitymi zdjęciami i rolą Vikander.
Bawiłem się przednio na Godzilli i Dniu niepodległości i zachwyciłem starzejącym się jak wino połączeniem CGI i efektów praktycznych, miniatur itp. Pierwsze wyjście Godzilli na brzeg (zdjęcia! MUZYKA!!!) to mistrzostwo świata, za które Emmerich chyba nigdy nie dostał należytego uznania.
Śmiertelnie wynudziły mnie Bliskie spotkania trzeciego stopnia, do których powrót po latach okazał się bolesnym zderzeniem ze stekiem bzdur i idiotycznym, zbudowanym na odpychającym fałszu finałem.
Przypomniałem sobie za to jak świetnym kawałkiem sci-fi jest Looper i że bardzo życzyłbym sobie, by Johnson wrócił do tamtej formy.
Autentycznie zachwyciłem się i nie mogę przestać nucić kawałków z Kpop Demon Hunters. Sony Animation Studios znowu dostarczyło technicznie doskonały, czarujący świeżością, lekkością i świadomością swojej konwencji film. Zazwyczaj mam z tym problem ale tutaj w 100% rozumiem fenomen i popularność, choć nie zazdroszczę poprzeczki dla sequela.
Nie chce mi się tu przeklejać tego co piszę na filmwebie, więc podsumowując krótko z ostatniego czasu:
Już zawsze będę żałować, że odpuściłem w kinie fenomenalnego, porywającego i totalnie niespodziewanie poruszającego Better Mana.
Reżysera The Last Stop in Yuma County koniecznie dodaję do obserwowanych i modlić się, by nie pożarł go Netflix albo inny Marvel.
W Together zobaczyłem kolejny po Substancji udany powrót body horroru (wpleciony w dobrą, fajnie zagraną historię) i tylko nie wiem kiedy znów dam radę słuchać jednej z moich ulubionych piosenek Spice Girls; myślę że ten film mógł ją na dobre zepsuć.
The Town przypomniało mi, jak dobrym reżyserem jest Affleck. Kiedy Ben też sobie o tym przypomni?
Podwójna rola Hardy'ego w Legend to jedyna dobra rzecz w tym filmie. No, dwie.
Ponownie dałem się zahipnotyzować niezwykłej atmosferze Ex Machiny, oczarować miejscami niesamowitymi zdjęciami i rolą Vikander.
Bawiłem się przednio na Godzilli i Dniu niepodległości i zachwyciłem starzejącym się jak wino połączeniem CGI i efektów praktycznych, miniatur itp. Pierwsze wyjście Godzilli na brzeg (zdjęcia! MUZYKA!!!) to mistrzostwo świata, za które Emmerich chyba nigdy nie dostał należytego uznania.
Śmiertelnie wynudziły mnie Bliskie spotkania trzeciego stopnia, do których powrót po latach okazał się bolesnym zderzeniem ze stekiem bzdur i idiotycznym, zbudowanym na odpychającym fałszu finałem.
Przypomniałem sobie za to jak świetnym kawałkiem sci-fi jest Looper i że bardzo życzyłbym sobie, by Johnson wrócił do tamtej formy.
Autentycznie zachwyciłem się i nie mogę przestać nucić kawałków z Kpop Demon Hunters. Sony Animation Studios znowu dostarczyło technicznie doskonały, czarujący świeżością, lekkością i świadomością swojej konwencji film. Zazwyczaj mam z tym problem ale tutaj w 100% rozumiem fenomen i popularność, choć nie zazdroszczę poprzeczki dla sequela.
Cytat z Szaman data 4 września, 2025, 18:05Bardzo spodobała mi się taka forma 🙂
Strach powtarzać Szczęki 😀 Bliskie spotkania mają tyle szczęścia, że większość widzów widziała je ze 20 lat temu (w tym ja) i na co dzień nie ma większego powodu ich powtarzać. Wierzę Ci, że słusznie 🙂 Ot czasem trafisz na nie latając po kanałach, poznajesz po Dreyfussie i lecisz dalej.
Bardzo spodobała mi się taka forma 🙂
Strach powtarzać Szczęki 😀 Bliskie spotkania mają tyle szczęścia, że większość widzów widziała je ze 20 lat temu (w tym ja) i na co dzień nie ma większego powodu ich powtarzać. Wierzę Ci, że słusznie 🙂 Ot czasem trafisz na nie latając po kanałach, poznajesz po Dreyfussie i lecisz dalej.
Cytat z Mierzwiak data 4 września, 2025, 18:09Dopiero co oglądałem Szczęki, nigdy wcześniej nie podobały mi się tak bardzo jak teraz.
Dopiero co oglądałem Szczęki, nigdy wcześniej nie podobały mi się tak bardzo jak teraz.
Cytat z Marek Pilarski data 7 września, 2025, 22:15Nadrobiłem w ten weekend dwie nowości z zeszłego tygodnia: Złodziej z przypadku i Państwo Rose. Obie podobały mi się, choć nowość Aronofsky'ego dla mnie lepsza. Ma fajny vibe końcówki lat 90. i wczesnego Finchera, i jest trochę takim filmem, których nie robią już chyba zbyt często - bezkompromisowo brutalne kino środka z wielkiego studia, z lekkim gatunkowym zabarwieniem, ale też sporą dawką humoru, napięcia i - jak to u Aronofsky'ego często bywa - sugestywności, szczególnie jeśli chodzi o to, czego fizycznie niektóre z postaci w tym filmie doświadczają.
Jeśli chodzi o ten drugi film, to nie będę porównywał do filmu z Michaelem Douglasem, bo albo widziałem go w całości bardzo dawno temu, albo jedynie fragmenty. Na papierze małżeństwo grane przez Colman i Cumberbatcha wydaje się trochę dziwne i ciężko było mi sobie wyobrazić, że jako aktorzy pasują do siebie, ale oni są na tyle dobrzy, że chemię między nimi zacząłem czuć szybko. Podobał mi się też pomysł osadzenia dwóch Brytoli ze swoim sarkastycznym przekomarzaniem się w amerykańskiej scenerii, bo jest to źródłem wielu humorystycznych momentów w interakcjach z amerykańskimi postaciami. Dobrze się bawiłem, nawet jeśli druga połowa jest nieco "rozgotowana".
Nadrobiłem w ten weekend dwie nowości z zeszłego tygodnia: Złodziej z przypadku i Państwo Rose. Obie podobały mi się, choć nowość Aronofsky'ego dla mnie lepsza. Ma fajny vibe końcówki lat 90. i wczesnego Finchera, i jest trochę takim filmem, których nie robią już chyba zbyt często - bezkompromisowo brutalne kino środka z wielkiego studia, z lekkim gatunkowym zabarwieniem, ale też sporą dawką humoru, napięcia i - jak to u Aronofsky'ego często bywa - sugestywności, szczególnie jeśli chodzi o to, czego fizycznie niektóre z postaci w tym filmie doświadczają.
Jeśli chodzi o ten drugi film, to nie będę porównywał do filmu z Michaelem Douglasem, bo albo widziałem go w całości bardzo dawno temu, albo jedynie fragmenty. Na papierze małżeństwo grane przez Colman i Cumberbatcha wydaje się trochę dziwne i ciężko było mi sobie wyobrazić, że jako aktorzy pasują do siebie, ale oni są na tyle dobrzy, że chemię między nimi zacząłem czuć szybko. Podobał mi się też pomysł osadzenia dwóch Brytoli ze swoim sarkastycznym przekomarzaniem się w amerykańskiej scenerii, bo jest to źródłem wielu humorystycznych momentów w interakcjach z amerykańskimi postaciami. Dobrze się bawiłem, nawet jeśli druga połowa jest nieco "rozgotowana".
Cytat z Mierzwiak data 10 września, 2025, 16:58Po raz kolejny wróciłem do Blade Runnera a dzień później do BR2049 i o ile do tej pory (chyba?) preferowałem film Denisa, tak teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że film Scotta jest niedościgniony. To esencja magii kina, dzieło w każdym aspekcie niezwykłe i takie, które jak niewiele innych zabiera do innego świata; brudnego, brutalnego i nieprzyjemnego ale pochłaniającego na tyle, że chciałoby się, by film się nie kończył. To samo, przynajmniej do pewnego stopnia, mogę powiedzieć o sequelu, nawet jeśli estetycznie jest to zupełnie inna bestia
Przy okazji jakimś cudem dopiero teraz odkryłem, że w poniższym wydaniu które kupiłem 7 (!) lat temu jest płyta dodatkowa na której oprócz 3,5-godzinnego dokumentu Dangerous Days o powstawaniu BR jest jeszcze wersja workprint filmu oraz ponad 8 godzin innych dodatków, w tym prawie godzina scen usuniętych / alternatywnych. Cudo! Wspomniany dokument jest genialny, szczerze i bez ogródek mówi o tym jak trudny był proces realizacji filmu, o frustracjach ignorowanego przez reżysera Harrisona Forda, ciągłych opóźnieniach i przekraczaniu budżetu. Wiedzieliście, że za jeden z budynków w ujęciu miasta posłużył stojący pionowo, nieco przerobiony Sokół Millennium? 🙂
Po raz kolejny wróciłem do Blade Runnera a dzień później do BR2049 i o ile do tej pory (chyba?) preferowałem film Denisa, tak teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że film Scotta jest niedościgniony. To esencja magii kina, dzieło w każdym aspekcie niezwykłe i takie, które jak niewiele innych zabiera do innego świata; brudnego, brutalnego i nieprzyjemnego ale pochłaniającego na tyle, że chciałoby się, by film się nie kończył. To samo, przynajmniej do pewnego stopnia, mogę powiedzieć o sequelu, nawet jeśli estetycznie jest to zupełnie inna bestia
Przy okazji jakimś cudem dopiero teraz odkryłem, że w poniższym wydaniu które kupiłem 7 (!) lat temu jest płyta dodatkowa na której oprócz 3,5-godzinnego dokumentu Dangerous Days o powstawaniu BR jest jeszcze wersja workprint filmu oraz ponad 8 godzin innych dodatków, w tym prawie godzina scen usuniętych / alternatywnych. Cudo! Wspomniany dokument jest genialny, szczerze i bez ogródek mówi o tym jak trudny był proces realizacji filmu, o frustracjach ignorowanego przez reżysera Harrisona Forda, ciągłych opóźnieniach i przekraczaniu budżetu. Wiedzieliście, że za jeden z budynków w ujęciu miasta posłużył stojący pionowo, nieco przerobiony Sokół Millennium? 🙂

Cytat z robgordon data 15 września, 2025, 17:38KPop Demon Hunters
Jak można było nie dostrzec kasowego potencjału tego filmu? Bo jak rozumiem to było powodem jego sprzedaży dla Netflixa? Czy może taki był zamiar od początku? Jeśli nie, to naprawdę nie wystawia to dobrej opinii osobom decyzyjnym w SONY (choć jednocześnie wpisuje się w trend kiepskich decyzji tamże).
Historia prosta, ale niegłupia i poruszająca, animacja na dobrym poziomie, no i przede wszystkim świetne wykorzystanie popularności KPopu. Piosenki przebojowe (choć jakoś nie zapragnąłem żadnej włączyć jeszcze raz po seansie), trafnie komentujące to co widać na ekranie. SONY już drugi raz raczej nie popełni tego samego błędu i kontynuacja pewnie trafi do kin.
Solidne 7/10
KPop Demon Hunters
Jak można było nie dostrzec kasowego potencjału tego filmu? Bo jak rozumiem to było powodem jego sprzedaży dla Netflixa? Czy może taki był zamiar od początku? Jeśli nie, to naprawdę nie wystawia to dobrej opinii osobom decyzyjnym w SONY (choć jednocześnie wpisuje się w trend kiepskich decyzji tamże).
Historia prosta, ale niegłupia i poruszająca, animacja na dobrym poziomie, no i przede wszystkim świetne wykorzystanie popularności KPopu. Piosenki przebojowe (choć jakoś nie zapragnąłem żadnej włączyć jeszcze raz po seansie), trafnie komentujące to co widać na ekranie. SONY już drugi raz raczej nie popełni tego samego błędu i kontynuacja pewnie trafi do kin.
Solidne 7/10
Cytat z Ernest Kubica data 15 września, 2025, 20:04Może "stare" kierownictwo nie ma pomysłu/doświadczenia jak to ugryźć promocyjnie/dystrybucyjnie i idzie na łatwiznę i szybkie pieniądze.
Może "stare" kierownictwo nie ma pomysłu/doświadczenia jak to ugryźć promocyjnie/dystrybucyjnie i idzie na łatwiznę i szybkie pieniądze.
Cytat z Szaman data 20 września, 2025, 21:29Wielki marsz (2025)
Przekleję to co napisałem na Filmwebie, ale dodam jeszcze, że z filmu bije taką telewizyjną/streamingową biedą realizacyjną i paradoksalnie, mimo rozległych plenerów ciasnotą. Szkoda, że zamiast żenującego, przerysowanego, myślącego, że to gra komputerowa z lat 90-tych Hamilla nie zagrał na przykład Ron Perlman. Rola była ewidentnie pisana jakby dla R. Lee Erneya, ale on jak wiadomo już nie zagra.
Dobre role Hoffmana i Jonssona to za mało aby ponieść ten totalnie rzemieślniczy film. Z kolei tragiczny Hamill nie pierwszy raz udowadnia, że raczej słusznie przepadł po Powrocie Jedi. Niby tyle śmierci, niby tyle tragedii młodych ludzi z rąk totalitarnego państwa, a całość ostatecznie na wzruszenie ramion.
5/10
Wielki marsz (2025)
Przekleję to co napisałem na Filmwebie, ale dodam jeszcze, że z filmu bije taką telewizyjną/streamingową biedą realizacyjną i paradoksalnie, mimo rozległych plenerów ciasnotą. Szkoda, że zamiast żenującego, przerysowanego, myślącego, że to gra komputerowa z lat 90-tych Hamilla nie zagrał na przykład Ron Perlman. Rola była ewidentnie pisana jakby dla R. Lee Erneya, ale on jak wiadomo już nie zagra.
Dobre role Hoffmana i Jonssona to za mało aby ponieść ten totalnie rzemieślniczy film. Z kolei tragiczny Hamill nie pierwszy raz udowadnia, że raczej słusznie przepadł po Powrocie Jedi. Niby tyle śmierci, niby tyle tragedii młodych ludzi z rąk totalitarnego państwa, a całość ostatecznie na wzruszenie ramion.
5/10
Cytat z Mierzwiak data 20 września, 2025, 23:16Bądźmy szczerzy: jego gra aktorska w Oryginalnej Trylogii Star Wars też nie jest jakoś szczególnie dobra, raczej adekwatna do scenariusza, nic poza tym.
Bądźmy szczerzy: jego gra aktorska w Oryginalnej Trylogii Star Wars też nie jest jakoś szczególnie dobra, raczej adekwatna do scenariusza, nic poza tym.
Cytat z robgordon data 21 września, 2025, 09:48Symbolem jego gry aktorskiej (mimo wszystko nieadekwatnym, bo aż tak złym aktorem nie jest, „winą” za tą scenę obarczyłbym raczej reżysera), jest jego reakcja na informację, kto jest jego ojcem.
Symbolem jego gry aktorskiej (mimo wszystko nieadekwatnym, bo aż tak złym aktorem nie jest, „winą” za tą scenę obarczyłbym raczej reżysera), jest jego reakcja na informację, kto jest jego ojcem.
Cytat z Szaman data 21 września, 2025, 09:53A mi akurat ta histeryczność zawsze się podobała. Dla mnie najsłabiej wypada, gdy ma już nie być tym wioskowym Lukiem, a straumatyzowanym, poważnym mistrzem w czerni. Ale ogólnie jest do przeżycia w tych GW.
Potem gdy miał zagrać kogokolwiek innego niż starego, zgorzkniałego pijaka (nic nie sugeruję) to zaczynały się schody.
A mi akurat ta histeryczność zawsze się podobała. Dla mnie najsłabiej wypada, gdy ma już nie być tym wioskowym Lukiem, a straumatyzowanym, poważnym mistrzem w czerni. Ale ogólnie jest do przeżycia w tych GW.
Potem gdy miał zagrać kogokolwiek innego niż starego, zgorzkniałego pijaka (nic nie sugeruję) to zaczynały się schody.
Cytat z Janko data 21 września, 2025, 10:23Cytat z Szaman data wrzesień 21, 2025, 09:53Potem gdy miał zagrać kogokolwiek innego niż starego, zgorzkniałego pijaka (nic nie sugeruję) to zaczynały się schody.
W poprzedniej ekranizacji Kinga Życie Chucka zagrał starego, zgorzkniałego pijaka i wypadł całkiem dobrze ...
Cytat z Szaman data wrzesień 21, 2025, 09:53Potem gdy miał zagrać kogokolwiek innego niż starego, zgorzkniałego pijaka (nic nie sugeruję) to zaczynały się schody.
W poprzedniej ekranizacji Kinga Życie Chucka zagrał starego, zgorzkniałego pijaka i wypadł całkiem dobrze ...
Cytat z Mierzwiak data 3 października, 2025, 16:51One Battle After Another
Od dawna marzył mi się powrót Andersona do dawnej formy, tej z czasów Magnolii i Boogie Nights. Nie odmówię jego późniejszej filmografii znakomitej reżyserii, ról czy strony wizualnej, nie były to jednak filmy trafiające w mój gust i filmowe potrzeby.
Miło mi więc stwierdzić, tym bardziej po tak dziwacznych czy nawet odpychających trailerach (choć już po obejrzeniu filmu w pełni rozumiem, dlaczego marketingowcy mieli taki problem z jego sprzedaniem), że nie tylko Anderson na jakiego czekałem powrócił, ale jest to wręcz Anderson, jakiego bym się nie spodziewał. Cała atmosfera tego filmu, jego rytm, styl i humor (obok Weapons to dla mnie najzabawniejszy film tego roku) są diablo imponujące i zaskakujące, a niektórych scen nie powstydziliby się (dawni) bracia Coen czy nawet Tarantino.
Anderson stawia jednak, moim zdaniem, bardzo wyraźną a przy tym grubą kreskę podziału między tymi, którzy w tym konflikcie są dobrzy, a którzy źli. Ci pierwsi to zwykli ludzie, często osoby kolorowe, Czarni i latynosi, również ukrywający się i uciekający przed nalotami migranci; tych drugich reprezentuje loża uprzywilejowanych, bogatych białych mężczyzn (plus wojskowych), których poglądy na stosunki (w tym te dosłowne) międzyrasowe zatrzymały się w czasach segregacji rasowej. Dla tych pierwszych czuć sympatię reżysera i pewną bijącą z ekranu prawdę, dla tych drugich zarezerwowane jest (przepyszne) przerysowanie i nie bez powodu są oni tu czarnymi charakterami.
Leo znowu prezentuje tu przegląd znanych już zagrań i manieryzmów, ale to nie krytyka, bo to samo da się powiedzieć o najlepszych i jeszcze w czasie seansu pomyślałem, że jest to bez dwóch zdań jeden z zaledwie kilku godnych następców De Niro, Pacino i Nicholsona.
Sean Penn? O Boże, Jezusie i Matko Przenajświętsza, co za rola, postać, mimika, chód, WSZYSTKO!
Kpiłem z artykułu Hollywood Reportera ale tak, chyba faktycznie narodziła nam się nowa gwiazda i będę bardzo zdziwiony, jeśli Chase Infiniti nie zostanie w kinie na dłużej.
Kapitalny film, którego metrażu w ogóle nie odczułem a do którego chętnie wróciłbym jeszcze choćby i dzisiaj.
One Battle After Another
Od dawna marzył mi się powrót Andersona do dawnej formy, tej z czasów Magnolii i Boogie Nights. Nie odmówię jego późniejszej filmografii znakomitej reżyserii, ról czy strony wizualnej, nie były to jednak filmy trafiające w mój gust i filmowe potrzeby.
Miło mi więc stwierdzić, tym bardziej po tak dziwacznych czy nawet odpychających trailerach (choć już po obejrzeniu filmu w pełni rozumiem, dlaczego marketingowcy mieli taki problem z jego sprzedaniem), że nie tylko Anderson na jakiego czekałem powrócił, ale jest to wręcz Anderson, jakiego bym się nie spodziewał. Cała atmosfera tego filmu, jego rytm, styl i humor (obok Weapons to dla mnie najzabawniejszy film tego roku) są diablo imponujące i zaskakujące, a niektórych scen nie powstydziliby się (dawni) bracia Coen czy nawet Tarantino.
Anderson stawia jednak, moim zdaniem, bardzo wyraźną a przy tym grubą kreskę podziału między tymi, którzy w tym konflikcie są dobrzy, a którzy źli. Ci pierwsi to zwykli ludzie, często osoby kolorowe, Czarni i latynosi, również ukrywający się i uciekający przed nalotami migranci; tych drugich reprezentuje loża uprzywilejowanych, bogatych białych mężczyzn (plus wojskowych), których poglądy na stosunki (w tym te dosłowne) międzyrasowe zatrzymały się w czasach segregacji rasowej. Dla tych pierwszych czuć sympatię reżysera i pewną bijącą z ekranu prawdę, dla tych drugich zarezerwowane jest (przepyszne) przerysowanie i nie bez powodu są oni tu czarnymi charakterami.
Leo znowu prezentuje tu przegląd znanych już zagrań i manieryzmów, ale to nie krytyka, bo to samo da się powiedzieć o najlepszych i jeszcze w czasie seansu pomyślałem, że jest to bez dwóch zdań jeden z zaledwie kilku godnych następców De Niro, Pacino i Nicholsona.
Sean Penn? O Boże, Jezusie i Matko Przenajświętsza, co za rola, postać, mimika, chód, WSZYSTKO!
Kpiłem z artykułu Hollywood Reportera ale tak, chyba faktycznie narodziła nam się nowa gwiazda i będę bardzo zdziwiony, jeśli Chase Infiniti nie zostanie w kinie na dłużej.
Kapitalny film, którego metrażu w ogóle nie odczułem a do którego chętnie wróciłbym jeszcze choćby i dzisiaj.
Cytat z Janko data 3 października, 2025, 17:30Dla mnie, nie jest to jego top, osobiście mi bardziej podeszły jego 2 poprzednie filmy, ale umówmy się jego filmografia to wybieranie między znakomitymi, bardzo dobrymi, lub tylko dobrymi, niewielu jest takich reżyserów.
Część ludzi narzeka, że jest jasny podział: biali źli, czarni dobrzy, ale to zdecydowanie nie jest prawda: raz postać Leo, dwa Perfidia (imię nieprzypadkowo wybrane) jej czyny nie są przedstawione w pozytywnym świetle.
Co do aktorów pełna zgoda, nie można też zapomnieć o del Toro, który jako totalnie wyluzowany sensei kradnie każdą scenę.
Najlepsza scena - finałowa konfrontacja/pościg - jest absolutnie kapitalnie nakręcona.
I tak, metrażu też w ogóle nie odczułem. Przyznaję, jak sobie znowu odtwarzam film PTA, trochę bardziej cieplej o nim myślę.
Dla mnie, nie jest to jego top, osobiście mi bardziej podeszły jego 2 poprzednie filmy, ale umówmy się jego filmografia to wybieranie między znakomitymi, bardzo dobrymi, lub tylko dobrymi, niewielu jest takich reżyserów.
Część ludzi narzeka, że jest jasny podział: biali źli, czarni dobrzy, ale to zdecydowanie nie jest prawda: raz postać Leo, dwa Perfidia (imię nieprzypadkowo wybrane) jej czyny nie są przedstawione w pozytywnym świetle.
Co do aktorów pełna zgoda, nie można też zapomnieć o del Toro, który jako totalnie wyluzowany sensei kradnie każdą scenę.
Najlepsza scena - finałowa konfrontacja/pościg - jest absolutnie kapitalnie nakręcona.
I tak, metrażu też w ogóle nie odczułem. Przyznaję, jak sobie znowu odtwarzam film PTA, trochę bardziej cieplej o nim myślę.
Cytat z Mierzwiak data 3 października, 2025, 17:35Cytat z Janko data październik 3, 2025, 17:30Część ludzi narzeka, że jest jasny podział: biali źli, czarni dobrzy, ale to zdecydowanie nie jest prawda: raz postać Leo, dwa Perfidia (imię nieprzypadkowo wybrane) jej czyny nie są przedstawione w pozytywnym świetle.
Niby tak ale wszystko co robią da się w ten czy inny sposób usprawiedliwić / uzasadnić. Nawet końcowy motyw z [spoiler title=""]listem stawia Perfidię[/spoiler] w nieco lepszym świetle.
Cytat z Janko data październik 3, 2025, 17:30Część ludzi narzeka, że jest jasny podział: biali źli, czarni dobrzy, ale to zdecydowanie nie jest prawda: raz postać Leo, dwa Perfidia (imię nieprzypadkowo wybrane) jej czyny nie są przedstawione w pozytywnym świetle.
Niby tak ale wszystko co robią da się w ten czy inny sposób usprawiedliwić / uzasadnić. Nawet końcowy motyw z
Cytat z Janko data 3 października, 2025, 18:12Ten końcowy motyw to najsłabszy element filmu, jakby to miało załatwić wszystkie przewinienia, których dokonała, zdecydowanie tego nie kupuję.
Ten końcowy motyw to najsłabszy element filmu, jakby to miało załatwić wszystkie przewinienia, których dokonała, zdecydowanie tego nie kupuję.
Cytat z Szaman data 3 października, 2025, 20:40Złodziej z przypadku (2025)
Dziwny film. Jeśli się nad nim pochylić to bardzo ponury, z depresyjnymi wydarzeniami, po których nie może wrócić na swoje tory i już nigdy nie zyskuje lekkości. Wymęczona sensacja, jeszcze bardziej wymęczona komedia. Jeśli to miał być Guy Ritchie to chyba jakiś tegoroczny, same przerysowane postacie nie wystarczą. Zresztą z nich wszystkich zdecydowanie najlepiej wypada duet Schreibera i D'Onofrio, który na luzie gra sobie trochę inny film, tak jakby dostał tylko własny kawałek scenariusza, albo nie przeczytał książki.
Austin Butler bardzo przeźroczysty, jak na to, że kreowany jest na nową, charyzmatyczną gwiazdę kina, reżyserii Aronofsky'ego na pewno nie nazwałbym mianem wzorowanej na młodości byłego męża Madonny. Absolutnie nie dziwię się, że tytuł przepadł w kinach.
5/10
Złodziej z przypadku (2025)
Dziwny film. Jeśli się nad nim pochylić to bardzo ponury, z depresyjnymi wydarzeniami, po których nie może wrócić na swoje tory i już nigdy nie zyskuje lekkości. Wymęczona sensacja, jeszcze bardziej wymęczona komedia. Jeśli to miał być Guy Ritchie to chyba jakiś tegoroczny, same przerysowane postacie nie wystarczą. Zresztą z nich wszystkich zdecydowanie najlepiej wypada duet Schreibera i D'Onofrio, który na luzie gra sobie trochę inny film, tak jakby dostał tylko własny kawałek scenariusza, albo nie przeczytał książki.
Austin Butler bardzo przeźroczysty, jak na to, że kreowany jest na nową, charyzmatyczną gwiazdę kina, reżyserii Aronofsky'ego na pewno nie nazwałbym mianem wzorowanej na młodości byłego męża Madonny. Absolutnie nie dziwię się, że tytuł przepadł w kinach.
5/10

