aby założyć posty i tematy.

Opinie o serialach

PreviousPage 21 of 166Next

Wakanda kolejnym serialem MCU na Disney+

Fajnie. Może w końcu zrealizują potencjał tego świata i settingu, BP moim zdaniem kompletnie na tym polu zawiodło. Licze na mniej technologii a więcej mistycyzmu czy bardziej ludowych, związanych z kulturą, tematów.

Kompletnie mnie tez nie zdziwi jak uderzą w format dokumentalny 😉

Don Cheadle Appearing in ‘The Falcon and the Winter Soldier’

 

Don Cheadle potwierdził, że powróci jako War Machine w "Falcona and Winter Soldier".

Obstawiam, że wątki przewijające się w Falconie, Ironheart czy Hawkeye/Secret Invasion będą finalizowane w "Armor Wars".

Czyli robią takie mini-Avengers 😉

Zaliczyłem pierwszy tegoroczny serial (nie było trudno, bo to tylko 5 odcinków ;))
"Bo to grzech" czyli "It's a Sin" opowiada historię kilku młodych gejów, którzy przeprowadzają się do Londynu, nieświadomi czającej się tuż za rogiem epidemii AIDS. Polecam, to bardzo dobry serial jest. Mimo tematyki dość lekki, choć kiedy trzeba potrafi być bardzo smutny.

Cytat z Kuba data Luty 1, 2021, 21:26

Fajnie. Może w końcu zrealizują potencjał tego świata i settingu, BP moim zdaniem kompletnie na tym polu zawiodło. Licze na mniej technologii a więcej mistycyzmu czy bardziej ludowych, związanych z kulturą, tematów.

Kompletnie mnie tez nie zdziwi jak uderzą w format dokumentalny 😉

Mam nadzieję, że te ludowe i związane z kulturą tematy zostaną przedstawione lepiej niż w filmie. Bo tam to taka cepelia była.

Kuba has reacted to this post.
Kuba

@rob, jeśli przypadła ci do gustu wrażliwość zaprezentowana w "It's a Sin", to może warto zabrać się za inne dzieło jego twórcy - Russella T. Daviesa?

Mam na myśli oczywiście "Doctor Who" 🙂

Najnowszej produkcji nie znam, ale z opisu wynika, że prezentuje ona poważne tematy w lekki, ale jednocześnie angażujący emocjonalnie sposób. Dokładnie tak jak robił to klasyk BBC pod rządami Russella.

Na dodatek przewinęła się przez niego (cały serial, nie tylko w erze Daviesa) cała plejada znakomitych aktorów: od znanych nazwisk (Derek Jacobi, Timothy Dalton, Michael Gambon, John Hurt, Toby Jones), tych, którzy dopiero rozpoczynali swoje kariery (Carey Mulligan, Felicity Jones, Josh O'Connor, Andrew Garfield, Simon Pegg, James Corden, Letitia Wright, Karen Gillan, Olivia Colman) po wspaniałych odtwórców tytułowej roli.

Uczciwie trzeba przyznać, że serial z 2005 roku (będący sequelem, ale jednocześnie rebootem klasycznych odcinków) to niskobudżetowa produkcja telewizyjna, ale robiona z ogromnym serduchem i niesamowitą pomysłowością.

Nie potrafię przeczytać tytułu tego serialu o gejach i nie mieć w głowie piosenki Pet Shop Boys 🙂

Kina zamknięte, to oglądam seriale. Oto kilka z nich z ostatnich tygodni:

Alienista - ciekawa historia, mroczny klimat i fajne realia (Nowy Jork pod koniec XIX w.), ale czegoś tutaj brakuje. Poprawna telewizyjna produkcja.

Fran Lebowitz: Udawaj, że to miasto - serial dokumentalny Martina Scorsese; jest to zapis rozmów reżysera z amerykańską pisarką, feministką, intelektualistką. Fran to żeński odpowiednik bohaterów Woody'ego Allena: błyskotliwa, wygadana, bezpośrednia. Rozmowy dotyczą najróżniejszych tematów: życia w Nowym Jorku, feminizmu, współczesnego świata, technologii, życia w Nowym Jorku. Jest to bardzo nierówne, bywa interesujące, ale też potrafi przynudzić. 7 półgodzinnych odcinków to zdecydowanie zbyt dużo.

Cobra Kai - nie sądziłem, że można coś wyciągnąć z, wydawałoby się, zapomnianej serii, a tu proszę! miła niespodzianka. Serial najlepszy jest wtedy, gdy koncentruje się na oryginalnych bohaterach, pokazuje ich dalsze losy, trzeba przyznać, że mocno jedzie na nostalgii. Ciekawe jest tutaj odwrócenie ról - to czarny charakter z filmu jest tym razem głównym bohaterem i to z jego perspektywy śledzimy tę opowieść. Wątki młodzieżowe jednak ciągną go mocno w dół.

Bridgertonowie - nawet fajne jest to netfliksowe przepisywanie historii; opowieść jest wciągająca, a bohaterowie sympatyczni, ale nie aż tak żeby od razu zostawać kandydatem do roli Bonda 😉 Ciekawe jak, wbrew pozorom, dość konserwatywne w wymowie są te netfliksowe rewolucje.

Gambit królowej - świetna Taylor-Joy i wciągająca historia. Niesamowite jak atrakcyjnie twórcom udało się przedstawić rozgrywki szachowe. Dorociński solidny, jak cała obsada.

Król - zaczyna się obiecująco, ale koniec końców przynosi jednak rozczarowanie. Nie znam książki Twardocha, ale historia opowiedziana została w sposób anemiczny i nieangażujący. Aktorzy nie udźwignęli roli (Żurawski), przeszarżowali (Szyc), albo nie wyszli poza poprawność (Jakubik). Twórcy natomiast skupili się na warstwie wizualnej, oddaniu klimatu epoki, na opowiedzenie wciągającej historii nie starczyło już środków albo talentu.

I na koniec specjalny odcinek Doctor Who - Rewolucja Daleków trzyma średni poziom serialu z ostatnich sezonów, ma kilka fajnych momentów, ale czegoś mi tutaj brakuje, tak jak we wszystkich odcinkach w erze Chibnalla. Jodie Whittaker mogłaby być świetnym Doktorem, ale musi dostać sensownie napisaną historię. W świetle ostatnich plotek o jej odejściu po kolejnym sezonie, chyba nie ma na to szans.

Marek Pilarski, Szaman and Kuba have reacted to this post.
Marek PilarskiSzamanKuba
Cytat z Szaman data Luty 4, 2021, 19:56

Nie potrafię przeczytać tytułu tego serialu o gejach i nie mieć w głowie piosenki Pet Shop Boys 🙂

Nie zdziwi Cię pewnie wiadomość, że piosenka w filmie się pojawiła 😉 Jak i wiele z tej epoko.

Szaman has reacted to this post.
Szaman
Cytat z Fandorin data Luty 4, 2021, 19:39

@rob, jeśli przypadła ci do gustu wrażliwość zaprezentowana w "It's a Sin", to może warto zabrać się za inne dzieło jego twórcy - Russella T. Daviesa?

Mam na myśli oczywiście "Doctor Who" 🙂

Najnowszej produkcji nie znam, ale z opisu wynika, że prezentuje ona poważne tematy w lekki, ale jednocześnie angażujący emocjonalnie sposób. Dokładnie tak jak robił to klasyk BBC pod rządami Russella.

Na dodatek przewinęła się przez niego (cały serial, nie tylko w erze Daviesa) cała plejada znakomitych aktorów: od znanych nazwisk (Derek Jacobi, Timothy Dalton, Michael Gambon, John Hurt, Toby Jones), tych, którzy dopiero rozpoczynali swoje kariery (Carey Mulligan, Felicity Jones, Josh O'Connor, Andrew Garfield, Simon Pegg, James Corden, Letitia Wright, Karen Gillan, Olivia Colman) po wspaniałych odtwórców tytułowej roli.

Uczciwie trzeba przyznać, że serial z 2005 roku (będący sequelem, ale jednocześnie rebootem klasycznych odcinków) to niskobudżetowa produkcja telewizyjna, ale robiona z ogromnym serduchem i niesamowitą pomysłowością.

Brzmi dobrze, ale... raczej omijam seriale tak wielosezonowe 😉 Wolę zamknięte opowieści. Na szczęście ostatnio modne są miniseriale i to na nich się skupiam. Nie wyobrażam sobie, że byłbym w stanie obejrzeć jakiegoś tasiemca. I dlatego pewnie nigdy nie zobaczę z pewnością dobrych i tak mi często polecanych Gry o tron, Breaking Bad, Wikingów, czy Synów Anarchii. Nie na moje nerwy 😉

Edit: W planie mam coś innego Russella T. Daviesa. Jego poprzednią produkcję czyli Rok za rokiem. 6 odcinków 😉

Cytat z Fandorin data Luty 4, 2021, 20:30

Kina zamknięte, to oglądam seriale. Oto kilka z nich z ostatnich tygodni:

Alienista - ciekawa historia, mroczny klimat i fajne realia (Nowy Jork pod koniec XIX w.), ale czegoś tutaj brakuje. Poprawna telewizyjna produkcja.

Fran Lebowitz: Udawaj, że to miasto - serial dokumentalny Martina Scorsese; jest to zapis rozmów reżysera z amerykańską pisarką, feministką, intelektualistką. Fran to żeński odpowiednik bohaterów Woody'ego Allena: błyskotliwa, wygadana, bezpośrednia. Rozmowy dotyczą najróżniejszych tematów: życia w Nowym Jorku, feminizmu, współczesnego świata, technologii, życia w Nowym Jorku. Jest to bardzo nierówne, bywa interesujące, ale też potrafi przynudzić. 7 półgodzinnych odcinków to zdecydowanie zbyt dużo.

Cobra Kai - nie sądziłem, że można coś wyciągnąć z, wydawałoby się, zapomnianej serii, a tu proszę! miła niespodzianka. Serial najlepszy jest wtedy, gdy koncentruje się na oryginalnych bohaterach, pokazuje ich dalsze losy, trzeba przyznać, że mocno jedzie na nostalgii. Ciekawe jest tutaj odwrócenie ról - to czarny charakter z filmu jest tym razem głównym bohaterem i to z jego perspektywy śledzimy tę opowieść. Wątki młodzieżowe jednak ciągną go mocno w dół.

Bridgertonowie - nawet fajne jest to netfliksowe przepisywanie historii; opowieść jest wciągająca, a bohaterowie sympatyczni, ale nie aż tak żeby od razu zostawać kandydatem do roli Bonda 😉 Ciekawe jak, wbrew pozorom, dość konserwatywne w wymowie są te netfliksowe rewolucje.

Gambit królowej - świetna Taylor-Joy i wciągająca historia. Niesamowite jak atrakcyjnie twórcom udało się przedstawić rozgrywki szachowe. Dorociński solidny, jak cała obsada.

Król - zaczyna się obiecująco, ale koniec końców przynosi jednak rozczarowanie. Nie znam książki Twardocha, ale historia opowiedziana została w sposób anemiczny i nieangażujący. Aktorzy nie udźwignęli roli (Żurawski), przeszarżowali (Szyc), albo nie wyszli poza poprawność (Jakubik). Twórcy natomiast skupili się na warstwie wizualnej, oddaniu klimatu epoki, na opowiedzenie wciągającej historii nie starczyło już środków albo talentu.

I na koniec specjalny odcinek Doctor Who - Rewolucja Daleków trzyma średni poziom serialu z ostatnich sezonów, ma kilka fajnych momentów, ale czegoś mi tutaj brakuje, tak jak we wszystkich odcinkach w erze Chibnalla. Jodie Whittaker mogłaby być świetnym Doktorem, ale musi dostać sensownie napisaną historię. W świetle ostatnich plotek o jej odejściu po kolejnym sezonie, chyba nie ma na to szans.

Ciekawe, że wymieniłeś tyle seriali, a wydaje się, że tylko "Gambit" naprawdę Ci się spodobał. Ja bym raczej nie zdecydował się aż na takie marnowanie swojego czasu 😉 Chyba, że nietrafnie odczytałem Twoje wrażenia.

PS. Mojej dziewczynie "Fran" bardzo się spodobała.

To raczej kwestia mojego przyzwyczajenia do klasycznej formuły serialu. Ja właśnie lubię tasiemce, a nie przepadam za miniserialami. Uważam, że brakuje w nich dyscypliny. Mam pomysł, zobaczmy ile odcinków uda się z tego wycisnąć - tak według mnie wygląda obecnie produkcja seriali.

Cobra Kai również mi się podobał, ale niestety to jest 2 w 1: nostalgiczny powrót do starych bohaterów i mdła teen drama. Ten pierwszy element super, drugi - mocno średni.

Pozostałych seansów również nie traktuję jako zmarnowanego czasu. Takie 6-7/10 w filmwebowej skali, ale nie da się ukryć, że jest to tylko substytut seansów kinowych.

Zwiastun Kajka i Kokosza

Animacja wygląda biednie, ale to klasyka polskiego komiksu, więc dam temu szansę.

Cytat z Fandorin data Luty 4, 2021, 21:58

Uważam, że brakuje w nich dyscypliny. Mam pomysł, zobaczmy ile odcinków uda się z tego wycisnąć - tak według mnie wygląda obecnie produkcja seriali.

 

Absolutnie się z tym nie zgadzam 😉 Patrząc na wymienione przez Ciebie seriale zgaduję, że sporo ich oglądasz na Netfliksie. I zgadza się, w ich przypadku często tak jest. Są zresztą znani z tego, że mają swój format, którego kurczowo się trzymają 😉 Natomiast cechą dobrych miniseriali (a tych wcale nie ma tak mało) jest właśnie umiejętne dobranie metrażu do pomysłu (i dlatego nierzadko są to jedynie 4-6 odcinkowe produkcje). Dobre miniseriale są dla mnie bardziej wnikliwym i przenikliwym przedstawieniem pomysłu, na który w standardowym metrażu filmowym nie ma często miejsca.

Mierzwiak has reacted to this post.
Mierzwiak

Zgadza się, dominuje u mnie Netflix. Z kolei u Ciebie, z tego co kojarzę, głównie HBO. I pewnie masz rację, że ich produkcje są pod tym względem bardziej dopracowane. Ale z kolei u Ciebie dominującym gatunkiem jest szeroko pojęty dramat, obyczaj. Ja natomiast wolę inne gatunki. W ogóle uważam (to moja osobista opinia, wiem, że bardzo uproszczona i ograniczona, ale wynikająca jakoś tam z moich przyzwyczajeń i preferencji) serial telewizyjny za trochę gorszego brata filmu kinowego. Wiem, że jest mnóstwo prestiżowych seriali, ale w ogólnym rozrachunku wybieram ten format raczej do bardziej rozrywkowych, lżejszych rzeczy, takich trochę guilty pleasures. Zwłaszcza w czasach binge-watchingu nie chce mi się tracić czasu* na cięższe rzeczy.

Jak wspominałem: różnice w filozofii oglądania

*choć nie uważam tracenia czasu za coś złego; wręcz przeciwnie, wzorem Doktora Who, uważam, że czas należy tracić, zwłaszcza kiedy nie ma się go za dużo 😉

PS. Absolutnym numerem jeden wszech czasów wśród seriali jest X-Files (każdy, kto twierdzi inaczej, kłamie).

Szkoda, że numer jeden wszech czasów odszedł w tak żałosny sposób. Oglądam ostatni sezon od 3 lat, jestem po 5 odcinkach i ostatnio znowu się poddałem. Widziałem już końcówkę finału i raczej nie wracam.

Miałem na myśli sezony 1-9.

Oglądałem sezon 10. Był tam jeden dobry odcinek, reszty prawie nie pamiętam.

Oglądam i Netfliksa i HBO (i PrimeVideo z doskoku). HBO ma po prostu więcej dobrych i jak napisałeś "prestiżowych" seriali. Ale i ja czasem oglądam je jako guilty pleasure (a może inaczej, Netflix to dla mnie często właśnie guilty pleasure, nie tylko seriale, ale też, a może przede wszystkim dostępne tam filmy; zresztą wydaje mi się, że NF obrał sobie taki profil działalności i przyniosło to zamierzony finansowy efekt). Zacząłem jednak doceniać to, że dobrych seriali jest teraz tak dużo. Jeszcze nieco ponad rok temu nie oglądałem ich prawie wcale. Tak jak Ty obstawiałem zdecydowanie za formatem filmowo/kinowym. Pandemia wiele zmieniła.

Lubię seriale/filmy obyczajowe, to fakt. Ale jestem też fanem szeroko rozumianego SF. Umbrella Academy, Stranger Things, Devs, Watchmen, The Boys czy Dark to ścisła czołówka moich top list 😉

A jeśli miałbym Ci polecić jeden serial obyczajowy, to zerknij na Fleabag. Krótki (2 sezony po 6 20-25 minutowych odcinków), bardzo konkretny. Warto.

Pamiętam jak przy pierszym sezonie nie mogłem się doczekać kolejnego odcinka X-Files, a sam seans był doświedczeniem prawie mistycznym. Z tym, że ja odpadłem już gdzieś w okolicach 4 sezonu, bo zaczęło to iść nie w moją stronę.

PreviousPage 21 of 166Next