Mam nadzieję, że nadrabiacie już kluczowe pozycje na oscarowym rozkładzie. W tym roku Akademia postawiła na dwugłos – w głównych kategoriach mamy kilka co najmniej dyskusyjnych nominacji, z drugiej zaś strony całkiem sporo wartościowych produkcji finiszuje z kilkoma szansami. Warto zatem przejść się do kina na „Green Book„, czy „Faworytę„, a dodatkowo obejrzeć na Netfliksie „Romę” i poprawić „Balladą o Busterze Scruggsie”, jeśli wystarczy czasu. Żadnych wymówek – jeśli nie macie Netfliksa, pożyczcie hasło od znajomych. Szef firmy się nie pogniewa.

Z ważniejszych nagród świeże jeszcze są wyniki BAFTA, gdzie – żadnej w tym niespodzianki – ilościowo dominowała „Faworyta”. Choć z bardzo istotnym zastrzeżeniem – najlepszym filmem została jednak „Roma”. Wydaje się, że szanse kandydata Fox Searchlight (ostatnia szansa na nagrody przed pochłonięciem przez Disneya) po porażce w produkcyjnym mateczniku znacznie zmalały. Z drugiej strony BAFTA wyróżniała w ostatnich latach „La La Land”, „Boyhood” czy „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”. Choć wszystkie były oscarowymi faworytami, a reżyserzy niektórych zdążyli nawet dotknąć statuetkę, po raz ostatni główną BAFTĘ i najważniejszego Oscara połączył przed sześcioma laty „Zniewolony. 12 Years a Slave”. I pomyśleć, że w latach 2008-13 Brytyjczycy dostarczali niezawodnych wskazówek. Nawet przy tak nieoczekiwanych tryumfatorach, jak „Hurt Locker”.

Green Book (Fox Searchlight Pictures)

Na czoło prestiżowego wyścigu wysforowała się „Roma”, wśród ścigających ją największe szanse ma „Green Book”. Realny jest również wybór „Faworyty”, choć nie oczekiwałbym takiego rozstrzygnięcia. Czy ktoś w ogóle pamięta jeszcze o „Narodzinach gwiazdy”? Może tu dojść do bardzo ciekawego zdarzenia – „Roma” nie znalazła się w dziesiątce nominowanej do głównych kategoriach Złotych Globów, gdyż te przeznaczone są jedynie dla produkcji anglojęzycznych, jeżeli film nieanglojęzyczny zostaje zgłoszony jako kandydat do Globa za film zagraniczny. Specyficznym wyjątkiem był tu jedynie „Artysta” – film niemy, jednak z francuskimi napisami. Od 2006 roku żaden film nie wygrał głównego Oscara, nie zdobywając wcześniej nominacji do Złotego Globu. Ówcześnie było to „Miasto gniewu” Paula Higginsa, które w pokonanym polu pozostawiło choćby „Tajemnicę Brokeback Mountain”. Ważniejsza jest jednak inna seria – jeszcze nigdy Oscara za najlepszy film nie wygrał film nieanglojęzyczny. Jest to dziesiąta taka nominacja, a pierwsza dla produkcji hiszpańskojęzycznej.

Żona (Meta Film London)

Alfonso Cuarón już od dawna jest również faworytem do nagrody dla reżysera. Po raz drugi z rzędu obie główne nagrody mogą połączyć Meksykanie (przed rokiem tryumfował Guillermo Del Toro), a ogółem byłaby to piąta w ciągu sześciu lat (!) statuetka dla Meksykanina, w tym druga dla Cuaróna, który zapoczątkował tę niezwykłą serię „Grawitacją”. Wśród aktorów zionie pustką, bo w stawce nie liczy się Bradley Cooper, a Viggo Mortensen wciąż nie jest wystarczającym nazwiskiem, by przebić się do czołówki. Bardzo dobra rola Christiana Bale’a to za mało, by zatrzymać zwycięski marsz Rami’ego Maleka. Jeśli chodzi o panie, Glenn Close jest niekwestionowaną faworytką, choć rzutem na taśmę może zwyciężyć lepsze dotarcie do głosujących „Faworyty” i roli Olivii Colman.

O drugoplanowych rolach męskich wspominam z obowiązku, bo bukmacherzy mogliby wycofać tę kategorię – każde podejrzenie, że statuetki nie odbierze Mahershala Ali, jest kontrowersyjne. Wieczór zaczniemy pewnie jak zawsze od mężczyzn, a nieco później nagrodę odbierze Regina King – na szczęście będzie okazja docenić jej rolę w polskich kinach, bo „Gdyby ulica Beale umiała mówić” startuje 22 lutego. Nie można tego powiedzieć o niektórych innych bohaterach gali. Dystrybutora nie mają „At Eternity’s Gate” (Willem Dafoe na pierwszym planie) i „Pierwszy reformowany” (Ethan Hawke na drugim)  oraz – co dość niespodziewane – nominowany w trzech kategoriach „Can You Ever Forgive Me?”.

Can You Ever Forgive Me? (20th Century Fox)

Z trzech nominacji dla „Zimnej wojny” cieszyliśmy się kilka tygodni temu, jednak za dwa tygodnie będzie ciężko o wyróżnienia. Polska propozycja miała pecha trafić na najsilniejszą pozycję nieanglojęzyczną od dekad. O ile Paweł Pawlikowski nie mógł myśleć realnie o nagrodzie, o tyle w kategorii, w której zwyciężał z Idą, „Zimna wojna” zajmuje pewne – tylko i aż drugie – miejsce. Zagadką są natomiast szanse Łukasza Żala. Warto pamiętać, że jego ogółem druga – a pierwsza samodzielna – nominacja, to już ogromny sukces. Z drugiej strony nagroda Amerykańskiego Stowarzyszenia Autorów Zdjęć to przepustka do grona faworytów. Największe szanse dałbym tu – a jakże – Cuarónowi i „Romie”, choć prywatnie bardziej cenię wspaniałą pracę Robbiego Ryana przy „Faworycie”. A kto wie – może gdzie dwóch się bije…

Rozdanie nagród  Akademii już za mniej niż dwa tygodnie. Sporo filmów pozostało do obejrzenia, szczególnie w kategoriach krótkometrażowych. O pełne typowanie pokuszę się dopiero w tę ostatnią niedzielę, tuż przed wieczorem oscarowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.