Opinie o filmach
Cytat z Mierzwiak data 16 listopada, 2024, 20:45Powtórzyłem dzisiaj, niezmiennie, arcydzieło Scottta z 2000 roku i jestem jeszcze bardziej zażenowany tą jego podróbą prosto z Temu.
Remake Udający Sequel Gladiatora przelał w moim przypadku czarę goryczy, bo mam już dość kitu jaki próbuje wciskać Hollywood, a jeszcze bardziej mam dość tego, że te pseudo-sequele spuszczają w toalecie zakończenie oryginału. Tak jak w Przebudzeniu Mocy, innym zakamuflowanym rimejku, tak i tutaj sytuacja wróciła do punktu wyjścia i optymistyczne zakończenie Gladiatora zostało anulowane. Coś mi umknęło? Czemu Senat nie doszedł do władzy? Czemu Lucjusza trzeba było ewakuować z miasta? Jest to wszystko o tyle tragiczne, że podpisał się pod tym Scott, co każe mi podejrzewać, że facet zupełnie nam już odleciał i nie ma absolutnie żadnego pojęcia dlaczego tamten film tak bardzo mu się udał.
Sposób w jaki kalkuje tu tamtą fabułę, bezczelnie odhaczając kolejne sceny i wątki, jest godny politowania tym bardziej, że jednocześnie w tym scenariuszu zabrakło dokładnie wszystkiego, co uczyniło historię Gladiatora tak udaną.
Tam była synowsko-ojcowska relacja Maximusa z Markiem Aureliuszem, zazdrość Kommodusa o nią i to jakim był rozczarowaniem dla ojca, tęsknota Maximusa za domem, pragnienie zemsty na konkretnej osobie która kazała zamordować jego rodzinę... Wszystko się tam ze sobą łączyło, całe emocje płynęły z powiązań i zależności między niewielkim gronem bohaterów. W Remake'u Udającym Sequel Gladiatora nie ma dosłownie nic, żadnego punktu zaczepienia, bo i co miałoby nim być? To że żona Lucjusza zginęła w bitwie od strzał wystrzelonych przez anonimowych żołnierzy? Była tylko jedną z setek, które wtedy zginęły. Maximus był uwielbianym przez swoich żołnierzy generałem, Lucjusz jest tak naprawdę nikim i dawno nie widziałem nic tak fałszywego jak ten pozbawiony charyzmy nikt, wydający na arenie rozkazy, mówiący o chwale Rzymu (który opuścił jako dziecko i w którym nie był przez ostatnich 16 lat, co on o tym wie?) i wygłaszający napuszone przemowy.
Rola Denzela nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, fakt że jest tu najciekawszą, dostarczającą największej rozrywki postacią nie jest żadnym zaskoczeniem, ale to też zbiór jego już raczej opatrzonych manieryzmów, no i ma tę okropną scenę z gumową głową.
PS. Ujęcie gdy Lucjusz idzie za niosącymi ciało Maximusa jest dość długie a Lucilla została na arenie daleko w tyle więc ta retrospekcja w nowym filmie to jeszcze jeden bullshit.
Powtórzyłem dzisiaj, niezmiennie, arcydzieło Scottta z 2000 roku i jestem jeszcze bardziej zażenowany tą jego podróbą prosto z Temu.
Remake Udający Sequel Gladiatora przelał w moim przypadku czarę goryczy, bo mam już dość kitu jaki próbuje wciskać Hollywood, a jeszcze bardziej mam dość tego, że te pseudo-sequele spuszczają w toalecie zakończenie oryginału. Tak jak w Przebudzeniu Mocy, innym zakamuflowanym rimejku, tak i tutaj sytuacja wróciła do punktu wyjścia i optymistyczne zakończenie Gladiatora zostało anulowane. Coś mi umknęło? Czemu Senat nie doszedł do władzy? Czemu Lucjusza trzeba było ewakuować z miasta? Jest to wszystko o tyle tragiczne, że podpisał się pod tym Scott, co każe mi podejrzewać, że facet zupełnie nam już odleciał i nie ma absolutnie żadnego pojęcia dlaczego tamten film tak bardzo mu się udał.
Sposób w jaki kalkuje tu tamtą fabułę, bezczelnie odhaczając kolejne sceny i wątki, jest godny politowania tym bardziej, że jednocześnie w tym scenariuszu zabrakło dokładnie wszystkiego, co uczyniło historię Gladiatora tak udaną.
Tam była synowsko-ojcowska relacja Maximusa z Markiem Aureliuszem, zazdrość Kommodusa o nią i to jakim był rozczarowaniem dla ojca, tęsknota Maximusa za domem, pragnienie zemsty na konkretnej osobie która kazała zamordować jego rodzinę... Wszystko się tam ze sobą łączyło, całe emocje płynęły z powiązań i zależności między niewielkim gronem bohaterów. W Remake'u Udającym Sequel Gladiatora nie ma dosłownie nic, żadnego punktu zaczepienia, bo i co miałoby nim być? To że żona Lucjusza zginęła w bitwie od strzał wystrzelonych przez anonimowych żołnierzy? Była tylko jedną z setek, które wtedy zginęły. Maximus był uwielbianym przez swoich żołnierzy generałem, Lucjusz jest tak naprawdę nikim i dawno nie widziałem nic tak fałszywego jak ten pozbawiony charyzmy nikt, wydający na arenie rozkazy, mówiący o chwale Rzymu (który opuścił jako dziecko i w którym nie był przez ostatnich 16 lat, co on o tym wie?) i wygłaszający napuszone przemowy.
Rola Denzela nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, fakt że jest tu najciekawszą, dostarczającą największej rozrywki postacią nie jest żadnym zaskoczeniem, ale to też zbiór jego już raczej opatrzonych manieryzmów, no i ma tę okropną scenę z gumową głową.
PS. Ujęcie gdy Lucjusz idzie za niosącymi ciało Maximusa jest dość długie a Lucilla została na arenie daleko w tyle więc ta retrospekcja w nowym filmie to jeszcze jeden bullshit.
Cytat z Janko data 16 listopada, 2024, 20:56To że Koloseum było zalewane, aby przeprowadzać tam symulowane bitwy morskie, to fakt i spoko że film Scotta jako pierwszy film fabularny to pokazał. Z rekinami to już ewidentna bujda, nawet biorąc to na logikę. W tamtych czasach logistycznie i technicznie raczej ciężko byłoby najpierw złapać tę rybę a następnie żywcem przetrzymywać w ogromnych akwariach przez wiele dni. A, no i powodzenia każdemu, który by chciał ujeździć nosorożca.
"Dlaczego mimo tego samego schematu zabijania "niemych" żon różnica jest tak wielka?"
Ja bym jeszcze dodał okoliczności śmierci. W jedynce to było brutalne zabójstwo rodziny, a tu śmierć w bitwie w której sama uczestniczyła. Jakby została w domu to w sumie nic by się nie stało (mogę się mylić, ale chyba była jedyna kobietą uczestniczącą w walce).
To że Koloseum było zalewane, aby przeprowadzać tam symulowane bitwy morskie, to fakt i spoko że film Scotta jako pierwszy film fabularny to pokazał. Z rekinami to już ewidentna bujda, nawet biorąc to na logikę. W tamtych czasach logistycznie i technicznie raczej ciężko byłoby najpierw złapać tę rybę a następnie żywcem przetrzymywać w ogromnych akwariach przez wiele dni. A, no i powodzenia każdemu, który by chciał ujeździć nosorożca.
"Dlaczego mimo tego samego schematu zabijania "niemych" żon różnica jest tak wielka?"
Ja bym jeszcze dodał okoliczności śmierci. W jedynce to było brutalne zabójstwo rodziny, a tu śmierć w bitwie w której sama uczestniczyła. Jakby została w domu to w sumie nic by się nie stało (mogę się mylić, ale chyba była jedyna kobietą uczestniczącą w walce).
Cytat z Mierzwiak data 16 listopada, 2024, 21:05Jeszcze taka myśl - Szaman pisze o żebraniu o emocje, ja widzę desperackie żebranie o sympatię dla tego filmu za pomocą gry na nostalgii. Widzicie? Czołówka ze scenami z oryginału! Widzicie? A tu wkleiłem fragment z Russelem! O, jeszcze jeden! I odmłodzona Nielsen! I bonusowo jeszcze muzyczka na napisach końcowych.
Are you not entertained!?
Ridley, skoro tak chciałeś przypomnieć ludziom tamten film, to czemu zignorowałeś to, że to Lucjusz swoim wygadaniem się Kommodusowi uruchomił ciąg zdarzeń, który ostatecznie doprowadził do śmierci Maximusa, jego ojca?
Jeszcze taka myśl - Szaman pisze o żebraniu o emocje, ja widzę desperackie żebranie o sympatię dla tego filmu za pomocą gry na nostalgii. Widzicie? Czołówka ze scenami z oryginału! Widzicie? A tu wkleiłem fragment z Russelem! O, jeszcze jeden! I odmłodzona Nielsen! I bonusowo jeszcze muzyczka na napisach końcowych.
Are you not entertained!?
Ridley, skoro tak chciałeś przypomnieć ludziom tamten film, to czemu zignorowałeś to, że to Lucjusz swoim wygadaniem się Kommodusowi uruchomił ciąg zdarzeń, który ostatecznie doprowadził do śmierci Maximusa, jego ojca?
Cytat z Mierzwiak data 16 listopada, 2024, 21:17PS. Szaman, mam nadzieję że nie oglądałeś jedynki na Max? Mają tam starą, brzydką wersję sprzed remasteringu w niewłaściwym formacie obrazu.
PS. Szaman, mam nadzieję że nie oglądałeś jedynki na Max? Mają tam starą, brzydką wersję sprzed remasteringu w niewłaściwym formacie obrazu.
Cytat z Szaman data 22 listopada, 2024, 22:21Heretyk (2024)
Nic ciekawego, w dodatku totalnie przewidywalne. Pierwsza połowa to dyskusje o religii zmieszane z biznesem i popkulturą, druga to straszenie dokładnie tym czego spodziewałem się po zwiastunie. Na deser podane jest nie ciasto z jagodami przewijające się przez film (dlaczego polski tłumacz uparł się na szarlotkę?), a bełkotliwa ostatnia scena po której w sumie tak średnio wiadomo, o co chodziło twórcom. Hugh Grant dobry, ale potwornie jednostajny, widzieliście zwiastun, to widzieliście wszystko. Ostatecznie wyszedłem z kina bez większego zachwytu nad jego rolą. Jest jeszcze nie wiadomo po co Topher Grace ucharakteryzowany na księdza-Kena od Barbie.
4/10
Heretyk (2024)
Nic ciekawego, w dodatku totalnie przewidywalne. Pierwsza połowa to dyskusje o religii zmieszane z biznesem i popkulturą, druga to straszenie dokładnie tym czego spodziewałem się po zwiastunie. Na deser podane jest nie ciasto z jagodami przewijające się przez film (dlaczego polski tłumacz uparł się na szarlotkę?), a bełkotliwa ostatnia scena po której w sumie tak średnio wiadomo, o co chodziło twórcom. Hugh Grant dobry, ale potwornie jednostajny, widzieliście zwiastun, to widzieliście wszystko. Ostatecznie wyszedłem z kina bez większego zachwytu nad jego rolą. Jest jeszcze nie wiadomo po co Topher Grace ucharakteryzowany na księdza-Kena od Barbie.
4/10
Cytat z Janko data 22 listopada, 2024, 22:46Według mnie całkiem niezły, oprócz Granta doceniam też humor (zestawienie Monopoly z religią rozbawiło mnie). Druga połowa zdecydowanie gorsza od pierwszej, zakończenie rzeczywiście zwalone.
Konklawe bardziej polecam 🙂
Według mnie całkiem niezły, oprócz Granta doceniam też humor (zestawienie Monopoly z religią rozbawiło mnie). Druga połowa zdecydowanie gorsza od pierwszej, zakończenie rzeczywiście zwalone.
Konklawe bardziej polecam 🙂
Cytat z Mierzwiak data 23 listopada, 2024, 00:32Resurrection (1999) (CDA)
Okropna zrzynka z Se7en (do tego partnera Christophera Lamberta gra Leland Orser, mający w arcydziele Finchera fenomenalny epizod) choć niepozbawiona paru udanych elementów czy pomysłów, tonących jednak w morzu miejscami żenującej reżyserii i zdjęć z okazjonalnymi atakami padaczki u operatora, fatalnych dialogów i kiepskiej gry aktorskiej. Film Finchera miał Johna Doe, tutaj jest... ograniczę się do lol, w dodatku odgadłem że to morderca jak tylko się pojawił.
Nie chce mi się nad tym pastwić, bo to łatwizna, ale nie mogę nie wspomnieć o przekomicznej retrospekcji śmierci dziecka głównego bohatera. Tak, nasz policjant i jego żona stracili dziecko, co nie ma żadnego związku z fabułą, nic nie wnosi ani do niczego nie prowadzi, ot po prostu jest to sobie w scenariuszu. W pewnym momencie wpada flashback i daję słowo, że tak durnej sytuacji już dawno nie widziałem.
Co się stało? Razem z mamą chłopca nasz bohater był w parku i szedł obok synka jadącego na rowerku z pomocniczymi kółkami. Wpadł na niego zagapiony koleś jadący na rolkach i Lambert przewrócił się, a chłopiec jechał dalej... w kierunku wyjścia z parku prosto na ulicę! Co zrobił bohater? Zamiast wstać i szybko podbiec do chłopca (no wiecie, jak dorosły, sprawny fizycznie mężczyzna do jadącego sobie powoli dziecka na rowerku) to owszem, wstał, owszem, zaczął biec, ale gdy był już blisko wykonał jakiś kretyński skok, jego ręce zabrakło centymetrów by dosięgnąć rowerek i dzieciak wpadł pod samochód. (mama tylko stała i się patrzyła) Cofałem to i oglądałem trzy razy, za każdym byłem pod wrażeniem tej sceny 🙂
Resurrection (1999) (CDA)
Okropna zrzynka z Se7en (do tego partnera Christophera Lamberta gra Leland Orser, mający w arcydziele Finchera fenomenalny epizod) choć niepozbawiona paru udanych elementów czy pomysłów, tonących jednak w morzu miejscami żenującej reżyserii i zdjęć z okazjonalnymi atakami padaczki u operatora, fatalnych dialogów i kiepskiej gry aktorskiej. Film Finchera miał Johna Doe, tutaj jest... ograniczę się do lol, w dodatku odgadłem że to morderca jak tylko się pojawił.
Nie chce mi się nad tym pastwić, bo to łatwizna, ale nie mogę nie wspomnieć o przekomicznej retrospekcji śmierci dziecka głównego bohatera. Tak, nasz policjant i jego żona stracili dziecko, co nie ma żadnego związku z fabułą, nic nie wnosi ani do niczego nie prowadzi, ot po prostu jest to sobie w scenariuszu. W pewnym momencie wpada flashback i daję słowo, że tak durnej sytuacji już dawno nie widziałem.
Co się stało? Razem z mamą chłopca nasz bohater był w parku i szedł obok synka jadącego na rowerku z pomocniczymi kółkami. Wpadł na niego zagapiony koleś jadący na rolkach i Lambert przewrócił się, a chłopiec jechał dalej... w kierunku wyjścia z parku prosto na ulicę! Co zrobił bohater? Zamiast wstać i szybko podbiec do chłopca (no wiecie, jak dorosły, sprawny fizycznie mężczyzna do jadącego sobie powoli dziecka na rowerku) to owszem, wstał, owszem, zaczął biec, ale gdy był już blisko wykonał jakiś kretyński skok, jego ręce zabrakło centymetrów by dosięgnąć rowerek i dzieciak wpadł pod samochód. (mama tylko stała i się patrzyła) Cofałem to i oglądałem trzy razy, za każdym byłem pod wrażeniem tej sceny 🙂
Cytat z Szaman data 23 listopada, 2024, 14:21Dopiero zobaczyłem, że to Mulcahy'ego, facet miał kiedyś taką wyobraźnię wizualną! Ale może strach wracać do Nieśmiertelnego i tego o wielkiej świnii.
Dopiero zobaczyłem, że to Mulcahy'ego, facet miał kiedyś taką wyobraźnię wizualną! Ale może strach wracać do Nieśmiertelnego i tego o wielkiej świnii.
Cytat z Marek Pilarski data 23 listopada, 2024, 23:13Wicked (część pierwsza) to rozbuchany musical pełną gębą. W pierwszej połowie scen musicalowych jest bardzo dużo, nawet jak na ten gatunek, chyba nawet dosłownie kilka pod rząd. No i wiadomo, na początku trzeba się przyzwyczaić do tej konwencji, pewnej umowności tego, co się dzieje na ekranie. A nie dość, że mamy właśnie masę musicalowego kiczu, to dodatkowo jest jeszcze świat, w którym ludzie, którzy wyglądają w większości na trzydziestoparolatków (bo są przecież grani przez aktorów w tym wieku) udają studentów, którzy zachowują się jak dzieci w szkole podstawowej, więc całość mocno emanuje infantylizmem. Na szczęście im dalej, tym lepiej. Metraż działa tutaj o dziwo na korzyść, bo pozwala na w miarę wiarygodny rozwój relacji głównych bohaterek oraz ich charakterów, choć ciężko jednoznacznie określić przedział czasowy, w jakim to się dzieje - czy jest to kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy. Przełomowym momentem była chyba scena w "Oz-dobie", czyli "imprezowni", do której wymkają się pewnej nocy studenci. Tu następuje też przełom w relacji Elphaby i G(a)lindy, który był chyba pierwszym momentem, w którym coś naprawdę poczułem, także dzięki świetnej grze Erivo i Grande. Później jest mniej musicalu i robi się bardziej dramatycznie. I musze powiedzieć, że świetnie zrealizowany i emocjonujący finał w Szmaragdowym Grodzie tak mnie nakręcił, że chętnie zobaczę część drugą. 🙂
Wicked (część pierwsza) to rozbuchany musical pełną gębą. W pierwszej połowie scen musicalowych jest bardzo dużo, nawet jak na ten gatunek, chyba nawet dosłownie kilka pod rząd. No i wiadomo, na początku trzeba się przyzwyczaić do tej konwencji, pewnej umowności tego, co się dzieje na ekranie. A nie dość, że mamy właśnie masę musicalowego kiczu, to dodatkowo jest jeszcze świat, w którym ludzie, którzy wyglądają w większości na trzydziestoparolatków (bo są przecież grani przez aktorów w tym wieku) udają studentów, którzy zachowują się jak dzieci w szkole podstawowej, więc całość mocno emanuje infantylizmem. Na szczęście im dalej, tym lepiej. Metraż działa tutaj o dziwo na korzyść, bo pozwala na w miarę wiarygodny rozwój relacji głównych bohaterek oraz ich charakterów, choć ciężko jednoznacznie określić przedział czasowy, w jakim to się dzieje - czy jest to kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy. Przełomowym momentem była chyba scena w "Oz-dobie", czyli "imprezowni", do której wymkają się pewnej nocy studenci. Tu następuje też przełom w relacji Elphaby i G(a)lindy, który był chyba pierwszym momentem, w którym coś naprawdę poczułem, także dzięki świetnej grze Erivo i Grande. Później jest mniej musicalu i robi się bardziej dramatycznie. I musze powiedzieć, że świetnie zrealizowany i emocjonujący finał w Szmaragdowym Grodzie tak mnie nakręcił, że chętnie zobaczę część drugą. 🙂
Cytat z Mierzwiak data 23 listopada, 2024, 23:28Cytat z robgordon data listopad 23, 2024, 23:00Pamiętacie kiedy pisaliście tutaj o May December?
http://boxoffice-bozg.pl/forum/topic/opinie/?part=75#postid-35476 i kawałek dalej moja opinia.
Cytat z robgordon data listopad 23, 2024, 23:00Pamiętacie kiedy pisaliście tutaj o May December?
http://boxoffice-bozg.pl/forum/topic/opinie/?part=75#postid-35476 i kawałek dalej moja opinia.
Cytat z Mierzwiak data 23 listopada, 2024, 23:42Conclave
Warto było iść. Bardzo dobry, może nawet świetny dramat z domieszką thrillera. Jak już wiele razy wspominałem, mam słabość do zaglądania tam, gdzie zwykły śmiertelnik zajrzeć nie może więc już samo ukazanie całego procesu wyboru nowego papieża było diablo interesujące. @kuba który chyba nas już całkiem opuścił mocno narzekał na intrygę, dla mnie jest ona OK i chociaż nie ma tu żadnych hardcorowych rzeczy (pedofilia jest tylko wspomniana), to atrakcje i mniejsze czy większe brudy wyciągane na wierzch wystarczająco uatrakcyjniły scenariusz. Całość wieńczy niezły, nawet zabawny twist, stanowiący mocno sarkastyczny komentarz do kondycji instytucji Kościoła, wiecznie stojącego kłamstwem i ukrywającego to, co niewygodne.
PS. Film kręcono min. w Palazzo Realethe więc można było znowu zobaczyć znane już chociażby z Mrocznego widma miejsca 🙂
Conclave
Warto było iść. Bardzo dobry, może nawet świetny dramat z domieszką thrillera. Jak już wiele razy wspominałem, mam słabość do zaglądania tam, gdzie zwykły śmiertelnik zajrzeć nie może więc już samo ukazanie całego procesu wyboru nowego papieża było diablo interesujące. @kuba który chyba nas już całkiem opuścił mocno narzekał na intrygę, dla mnie jest ona OK i chociaż nie ma tu żadnych hardcorowych rzeczy (pedofilia jest tylko wspomniana), to atrakcje i mniejsze czy większe brudy wyciągane na wierzch wystarczająco uatrakcyjniły scenariusz. Całość wieńczy niezły, nawet zabawny twist, stanowiący mocno sarkastyczny komentarz do kondycji instytucji Kościoła, wiecznie stojącego kłamstwem i ukrywającego to, co niewygodne.
PS. Film kręcono min. w Palazzo Realethe więc można było znowu zobaczyć znane już chociażby z Mrocznego widma miejsca 🙂


Cytat z robgordon data 24 listopada, 2024, 00:04Cytat z Mierzwiak data listopad 23, 2024, 23:28Cytat z robgordon data listopad 23, 2024, 23:00Pamiętacie kiedy pisaliście tutaj o May December?
http://boxoffice-bozg.pl/forum/topic/opinie/?part=75#postid-35476 i kawałek dalej moja opinia.
Dzięki.
Cytat z Mierzwiak data listopad 23, 2024, 23:28Cytat z robgordon data listopad 23, 2024, 23:00Pamiętacie kiedy pisaliście tutaj o May December?
http://boxoffice-bozg.pl/forum/topic/opinie/?part=75#postid-35476 i kawałek dalej moja opinia.
Dzięki.
Cytat z robgordon data 24 listopada, 2024, 00:05Cytat z Marek Pilarski data listopad 23, 2024, 23:13Wicked (część pierwsza) to rozbuchany musical pełną gębą. W pierwszej połowie scen musicalowych jest bardzo dużo, nawet jak na ten gatunek, chyba nawet dosłownie kilka pod rząd. No i wiadomo, na początku trzeba się przyzwyczaić do tej konwencji, pewnej umowności tego, co się dzieje na ekranie. A nie dość, że mamy właśnie masę musicalowego kiczu, to dodatkowo jest jeszcze świat, w którym ludzie, którzy wyglądają w większości na trzydziestoparolatków (bo są przecież grani przez aktorów w tym wieku) udają studentów, którzy zachowują się jak dzieci w szkole podstawowej, więc całość mocno emanuje infantylizmem. Na szczęście im dalej, tym lepiej. Metraż działa tutaj o dziwo na korzyść, bo pozwala na w miarę wiarygodny rozwój relacji głównych bohaterek oraz ich charakterów, choć ciężko jednoznacznie określić przedział czasowy, w jakim to się dzieje - czy jest to kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy. Przełomowym momentem była chyba scena w "Oz-dobie", czyli "imprezowni", do której wymkają się pewnej nocy studenci. Tu następuje też przełom w relacji Elphaby i G(a)lindy, który był chyba pierwszym momentem, w którym coś naprawdę poczułem, także dzięki świetnej grze Erivo i Grande. Później jest mniej musicalu i robi się bardziej dramatycznie. I musze powiedzieć, że świetnie zrealizowany i emocjonujący finał w Szmaragdowym Grodzie tak mnie nakręcił, że chętnie zobaczę część drugą.
Jezu, nie wiedziałem że to dopiero część pierwsza.
Cytat z Marek Pilarski data listopad 23, 2024, 23:13Wicked (część pierwsza) to rozbuchany musical pełną gębą. W pierwszej połowie scen musicalowych jest bardzo dużo, nawet jak na ten gatunek, chyba nawet dosłownie kilka pod rząd. No i wiadomo, na początku trzeba się przyzwyczaić do tej konwencji, pewnej umowności tego, co się dzieje na ekranie. A nie dość, że mamy właśnie masę musicalowego kiczu, to dodatkowo jest jeszcze świat, w którym ludzie, którzy wyglądają w większości na trzydziestoparolatków (bo są przecież grani przez aktorów w tym wieku) udają studentów, którzy zachowują się jak dzieci w szkole podstawowej, więc całość mocno emanuje infantylizmem. Na szczęście im dalej, tym lepiej. Metraż działa tutaj o dziwo na korzyść, bo pozwala na w miarę wiarygodny rozwój relacji głównych bohaterek oraz ich charakterów, choć ciężko jednoznacznie określić przedział czasowy, w jakim to się dzieje - czy jest to kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy. Przełomowym momentem była chyba scena w "Oz-dobie", czyli "imprezowni", do której wymkają się pewnej nocy studenci. Tu następuje też przełom w relacji Elphaby i G(a)lindy, który był chyba pierwszym momentem, w którym coś naprawdę poczułem, także dzięki świetnej grze Erivo i Grande. Później jest mniej musicalu i robi się bardziej dramatycznie. I musze powiedzieć, że świetnie zrealizowany i emocjonujący finał w Szmaragdowym Grodzie tak mnie nakręcił, że chętnie zobaczę część drugą.
Jezu, nie wiedziałem że to dopiero część pierwsza.
Cytat z Marek Pilarski data 24 listopada, 2024, 00:17No, za rok premiera drugiej części. 🙂
Wystarczy przemęczyć się trochę przez pierwsze 60-90 minut. Na koniec chciałem wstać i bić brawo 😛
No, za rok premiera drugiej części. 🙂
Wystarczy przemęczyć się trochę przez pierwsze 60-90 minut. Na koniec chciałem wstać i bić brawo 😛
Cytat z robgordon data 24 listopada, 2024, 08:24Jestem w stanie w to uwierzyć. Obejrzałem kilka dni temu zwiastun, ten sprzed 2 miesięcy (wcześniej widziałem tylko pierwszy). Zapowiada nieco cringe’ owy, ale też emocjonalny i dobrze zrealizowany film. Nie dziwię się więc recenzjom i opiniom osób, które takie filmy lubią.
Jestem w stanie w to uwierzyć. Obejrzałem kilka dni temu zwiastun, ten sprzed 2 miesięcy (wcześniej widziałem tylko pierwszy). Zapowiada nieco cringe’ owy, ale też emocjonalny i dobrze zrealizowany film. Nie dziwię się więc recenzjom i opiniom osób, które takie filmy lubią.
