Choć wyniki filmów różniły się nieco od tych prognozowanych, tym razem – w przeciwieństwie do poprzedniego weekendu – obyło się bez większych niespodzianek.

Zwycięzcą weekendu okazał się po raz drugi „Venom”. Komiksowa produkcja, która przed tygodniem zarobiła fantastyczne $80,2 mln, zaliczyła mniejszy, niż się tego można było spodziewać spadek wpływów. Wyniósł on 55,5%, co oznacza, że film z Tomem Hardym zarobił kolejne $35,7 mln. A to daje bardzo dobre $142,8 mln po 10 dniach wyświetlania. Niektórzy analitycy rynku spodziewali się zwycięstwa „A Star Is Born”, które w czwartek po raz pierwszy wyprzedziło „Venoma” pod względem wpływów z jednego dnia wyświetlania. Choć w swojej prognozie założyłem zwycięstwo filmu Sony nad debiutem reżyserskim Bradleya Coopera, to różnica w prognozowanych wynikach obu filmów była znacznie mniejsza, jako że założyłem nieco większy spadek w przypadku „Venoma”.

Dlaczego „A Star Is Born” mógł nie wyprzedzić ekranizacji komiksu podczas tego weekendu? Przede wszystkim wynika to z tego, że jego przewaga w czwartek wyniosła tylko $0,3 mln ($4,5 mln do $4,2 mln). Można natomiast było się spodziewać większego wzrostu wpływów „Venoma” w piątek i sobotę, a także mniejszego spadku w niedzielę. Jak pokazał poprzedni weekend, film Sony cieszy się dużą popularnością wśród osób poniżej 25. roku życia (aż 64% całkowitej widowni). Z tego względu sprzyjają mu wolne dni weekendowe. Całkiem inaczej wygląda sytuacja w przypadku „A Star Is Born”. Aż 86% całej widowni tej produkcji stanowią osoby powyżej 25. roku życia, przez co wpływy w środku tygodnia są bardzo mocne. Jednak muzyczny dramat z Lady Gagą zaliczył i tak niezwykle udany drugi weekend. Spadek wpływów wyniósł zaledwie 34,7%, co daje $28 mln i $94,2 mln od premiery. Kosztująca $36 mln produkcja wraz z tym weekendem zaczęła generować zyski dla wytwórni. Wyniki „A Star Is Born” najlepiej porównywać do tych notowanych przez „Gone Girl” cztery lata temu. Film Davida Finchera zarobił na otwarcie $37,5 mln, a podczas drugiego weekendu odnotował niespełna 30-procentowy spadek, co przełożyło się na $26,4 mln w weekend i $77,9 mln po 10 dniach wyświetlania. Jeżeli „A Star Is Born” będzie w kolejnych tygodniach notował podobnie niskie spadki co „Gone Girl”, może dobić nawet do $200 mln.

W cieniu holdoverów wystartowały trzy nowości. Nie do końca udany start zaliczył „First Man” Damiena Chazelle’a, dla którego przed weekendem szacowano wynik otwarcia na poziomie $20-22 mln. Jednak nawet moja prognoza ($18,6 mln) okazała się ostatecznie zbyt optymistyczna. Jeden z najważniejszych oscarowych kandydatów w tym roku zarobił $16,5 mln. Kosztująca $60 mln produkcja ma teoretycznie szansę na niewielkie spadki w kolejnych tygodniach ze względu na mocne recenzje i oscarowy buzz. Ten jest jednak dość mocno przytłumiony przez „A Star Is Born”, które nie odczuło zbytnio pojawienia się skierowanego do podobnej grupy docelowej konkurenta. Z kolei duże zainteresowania filmem Warner Bros. mogło zaszkodzić „First Man”. Niestety opinie widzów nie są aż tak pozytywne, jak można było oczekiwać. Na CienmaScore film ten otrzymał „B+”. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, best-case scenario w tej chwili to mnożnik w okolicach 5. To oznaczałoby rezultat końcowy w okolicach $80 mln. Jako porównanie może posłużyć tutaj „Bridge of Spies” Stevena Spielberga, które po otwarciu na poziomie $15,3 mln w październiku 2015 roku doczłapało do $72,3 mln. 23% weekendowych wpływów „First Man” pochodzi z IMAX. Gdyby nie pokazy w tego typu kinach, film z Ryanem Goslingiem przegrałby najprawdopodobniej z inną nowością weekendu.

Nowością tą jest familijna produkcja „Goosebumps 2: Haunted Halloween”. Jej wpływy wyniosły $16,2 mln, co na produkcję, której budżet wyniósł $35 mln, jest wynikiem zadowalającym. Jednocześnie jest to wynik znacznie słabszy od rezultatu otwarcia pierwszej części. Ta w październiku 2015 roku zarobiła podczas premierowego weekendu $23,6 mln, a w sumie $80,1 mln. Przy dokładnie takich samych nogach, kontynuacja może liczyć na ok. $55 mln. Wydaje się jednak, że jako sequel będzie nieco większych frontloaderem i zarobi w rozrachunku końcowym nieco mniej. Brak Jacka Blacka (choć ten pojawił się podobno ostatnio w jakimś materiale promującym film), który zamiast wystąpić w kontynuacji „Goosebumps”, postanowił spróbować swoich sił w podobnej produkcji konkurencji („The House With A Clock In Its Walls”), miał więc wyraźny negatywny wpływ na zarobki drugiej części.

Poniżej oczekiwań spisała się trzecia nowość weekendu, thriller „Bad Times At The El Royale”. Film ten zaliczył jako jedyny film w pierwszej dziesiątce spadek wpływów w sobotę i podczas całego premierowego weekendu zarobił zaledwie $7,2 mln. W prognozach oczekiwano $8-10 mln. Zgodnie z tym, co pisałem już jakiś czas temu, mimo dobrych recenzji, ciekawych nazwisk w obsadzie oraz intrygujących i wystylizowanych zwiastunów, nie ma on zbyt dużego box office’owego potencjału. Producenci będą musieli liczyć na wsparcie rynku zewnętrznego, a tam póki co również skromne wpływy: $4 mln. Budżet filmu 20th Century Fox wyniósł $32 mln.

Inny film Foxa, „The Hate U Give”, który przed tygodniem trafił do limitowanej dystrybucji, zaliczył w piątek ekspansję do nowych 212 kin i wskoczył na dziewiątą pozycję weekendowego zestawienia. Wpływy ekranizacji młodzieżowej powieści wyniosły tym razem $1,8 mln w 248 kinach. Za tydzień film ten trafi do szerokiej dystrybucji (ok 2300 kin), w której moim zdaniem powinien był się pojawić od samego początku.

Oprócz „The Hate U Give” udane ekspansje zaliczyły dwa inne filmy, które są obecnie wyświetlane w limitowanej dystrybucji: dramat „Colette” oraz komediodramat „The Old Man & The Gun”. Pierwszy z nich trafił do 486 nowych kin i w sumie w 593 zarobił nieco ponad $1 mln, natomiast (rzekomo) ostatni aktorski występ Roberta Redforda zarobił $912 tys. w 228 kinach (+179). Ten pierwszy sprzedał do tej pory bilety na kwotę $2,6 mln, a ten drugi na kwotę $1,7 mln.

Najważniejszą nowością w kinach studyjnych był dramat „Beautiful Boy”, który w 4 kinach zarobił mocne $221 tys., notując tym samym jedną z najlepszych tegorocznych średnich na kino ($55 tys.). Film ze Stevem Carellem nie należy w tej chwili do grona oscarowych faworytów, choć prognozuje się nominację i być może także Oscara za drugoplanową rolę Timothée Chalameta.

Pierwsza dziesiątka prezentuje się następująco. Dokładne dane znajdziecie na Box Office Mojo.

Premiery następnego weekendu: Wielki powrót Michela Myersa w „Halloween”. Szykuje się duży przebój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.